Pamiętam wątpliwości, które się we mnie rodziły przed wstąpieniem do Zakonu. Ufałem Bogu, ale zamartwiać się jest rzeczą ludzką. Pamiętam też zatroskane twarze znajomych, a szczególnie mojej mamy, gdy wybierałem się do Zakonu. Ludzie kojarzą sobie Zakon, jako miejsce smutne, gdzie jest tylko asceza i Modlitwa. Sam myślałem podobnie, choć Modlitwa sprawiała mi, i nadal sprawia wiele radości. Cieszyłem się na myśl, że będę mieszkał z ludźmi, którzy pragną całym sercem Kochać Jezusa. Jednak nie byłem pewien czy sprostam wymaganiom stawianym we Wspólnocie Karmelitańskiej. Teraz mogę spokojnie stwierdzić, że te wszystkie obawy były zdecydowanie na wyrost. Nie sposób opisać ile radości dostarczył mi ten półroczny czas w nowicjacie. Nigdy nie spodziewałem się, że będę aż szczęśliwy w Zakonie. Mamy dwie Msze Św. dziennie, wspólne Modlitwy, pracę oraz rozwój duchowy i intelektualny. Oczywiście również czas na rozrywkę i odpoczynek jest znakomicie zorganizowany. O nudzie nie może być mowy a o przepracowaniu tym bardziej. Nie wypada mi nie wspomnieć o wyjątkowej atmosferze w klasztorze. Od każdego z Braci i Ojców otrzymałem dużo ciepła i Miłości. Po raz kolejny Bóg pokazał mi, że On doskonale wie, co jest najlepsze dla każdego człowieka. Trzeba mu tylko zaufać. Nie wiem jak będzie wyglądało moje dalsze życie w Zakonie. Ale pragnę z całego serca podziękować Jezusowi za dotychczasowe Łaski i całkowicie Mu zaufać i zawierzyć w mojej dalszej drodze na Górę Karmel