Spędzają wolny czas w Oborskim Sanktuarium, gdy milkną echa i gwar pielgrzymek
staram się zapoznawać z duchowością i historią naszego Zakonu. W ciszy swej
celi wertuję książki, czasopisma i broszury.
Historia Karmelitów jest długa i barwna, pełna wzlotów i upadków, chwil doniosłych
i smutnych. Przepełniona jest bohaterami, wizjonerami, odnowicielami, mistykami.
Do mojego serca przemawiają jednak męczennicy.
Na pierwsze wzmianki o męczennikach Karmelu w Polsce natrafiłem za czasów panowania
Władysława IV Wazy, ale nie wolno nam zapomnieć o wcześniejszej postaci tajemniczym
karmelicie zwanym do dziś błogosławionym Ojcu Stanisławie. Pochodzi z Poznania
i jako kapłan został wysłany na misję do Prus. Został tam zamordowany przez
publicznego cudzołożnika za jego napominanie. Był to rok 1400. Wiadomo, że dnia
2 maja 1420 roku relikwie Ojca Stanisława zostały przeniesione do Kościoła w
Bydgoszczy. W kościele Św. Trójcy w Bydgoszczy gdzie znajdują się pamiątki po
Karmelitach, znajduje się obraz błogosławionego Stanisława na ambonie. Widnieje
na nim napis Beatu Stanislaus Karmelita Poznań ordynus Concionator et Martyr
Bydgostiae 1420.
/ Za o. Michałem Wojnarowski, Młody Karmel nr 8/1968 oraz O Bronisław Tomaszewski,
Dzieje Zakonu, Kraków 1988/
Wróćmy do czasów po śmierci Władysława IV Wazy. Jest to okres wielkich wojen
szczególnie na wschodnich granicach Królestwa Polskiego. W latach 1647-1649
zamordowano ok. 97 karmelitów. Pochodzili oni z konwentów: Lwowskiego, Trembowelskiego,
Bołszowieckiego. Z rąk Tatarów we Lwowie miało zginąć 16 karmelitów inne zaś
dokumenty podają liczbę 9. Jest rzeczą pewną, że 4 karmelitów zostało sprzedanych
do niewoli. Ogromne straty poniosła ludność cywilna Lwowa - zamordowano ponad
500 osób. Kolejna fala prześladowań dotknęła zakon podczas zaborów. Zlikwidowano
klasztory a zakonników, którzy walczyli w powstaniach czy też pomagali i głosili
hasła patriotyczne zostali zamordowani lub zesłani na Sybir. Wspomina o tym
papież Jan Paweł II w liście z okazji 600-lecia fundacji klasztoru Karmelitów
na Piaskach w Krakowie.
Ponure lata II wojny światowej zbierają ogromnie żniwo cierpienia i śmierci.
W tym, czasie śmierć ponosi 7 karmelitów, 5 ginie w obozach koncentracyjnych,
jednego w okrutny sposób morduje UPA w Bołszowcach, a jeden ponosi śmierć walcząc
w armii generała Andrusa. Na pierwszy plan wysuwa się znany i otoczony kultem
bł. O. Hilary Januszewski ( zm. 26.03.1945 w Dachau). Został on beatyfikowany
w Warszawie wraz ze 107 towarzyszami ofiarami nazistów. Zgodził się udzielać
pomocy i nieść nadzieję więźniom zarażonym tyfusem. Wiedział, że jeśli się zarazi
nie doczeka końca wojny. Ojciec Hilary poniósł śmierć ex aerumnis carceris oraz
in odium fidei. W Dachau śmierć ponieśli jeszcze: o.Leon Koza (14.05.1942),
o.Szymon Buszta (03.06.1942), oraz o.Bruno Makowski (02.08.1942). Ogromne wrażenie
wywiera na mojej osobie śmierć o. Bartłomieja Czosnek i br.Gerarda Kowalskiego.
Ten drugi został zamordowany w Auschwitz dn. 24.11.1940 roku. Znęcał się nad
nim jakiś obozowy esesman, który gdy się już znudził dobił brata Gerarda cegła
paroma uderzeniami w głowę. Znając oborowe obrazy brat Gerard został w powodu
tego, że był zakonnikiem wyszukaną ofiarą do znęcania. Uwielbiano pastwić się
nad duchowieństwem w obozie Auschwitz, ale przede wszystkim w Dachau.
O. Bartłomiej został dn. 13.03.1944 roku wezwany do udzielenia sakramentów chorej
osobie. Podejrzewano podstęp, ale o.Bartłomiej nie mógł nie spełnić swojego
kapłańskiego obowiązku. Został pochwycony przez członków UPA poddany torturom
a następnie został przepiłowany na pół w pobliżu cmentarza w Bołszowcach. Ta
okrutna śmierć in odium fidei uti fertur przypomina mi inną postać w taki sam
sposób zamordowaną przez UPA. Jest nią postać Sł.b.o. Ludwika Wrodarczyka, zakonnika
Oblata, zabitego w Okopach na Ukrainie w 1943 roku. Wyrażam nadzieję, że kiedyś
o. Bartłomiej dostąpi chwały ołtarzy. To wybitna postać i wybitne świadectwo
oddania życia za wiarę.
Kolejna postać to o. Bolesław Huczyński, kapelan, który wspierał żołnierzy pod
Monte Cassino.
Zginął tam dnia 8 maja 1944 roku, gdy niósł kapłańską posługę wśród braci żołnierzy.
Jego postawa służenia nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwo podobna jest
do trzech wielkich kapelanów Powstania Warszawskiego. Mam tu na myśli błogosławionych:
o. Michała Czartoryskiego- dominikanina, ks. Józefa Staneka- pallotyna oraz
sł.b. Tadeusza Burzyńskiego- kapłana Archidiecezji Łódzkiej.
Myślę, że pamięć szczególnie tych Ojców i Braci, ofiar II wojny światowej powinna
na długo pozostać w naszej pamięci. Nie wolno nam zapomnieć bohaterstwa, oddania
i poświęcenia a szczególnie O. Bartłomieja i br. Gerarda.
br.now. Piotr Adam Butowski